piątek, 15 grudnia 2017

Zdążyć z miłością - Beata Majewska (PATRONAT MEDIALNY)



"Czy można zwlekać z miłością?"

Trzydziestoletnia Olga to kobieta bardzo atrakcyjna, wykształcona i majętna, która niestety zmaga się z wieloma życiowymi problemami. Kobieta choruje, a jej życie miłosne to pasmo niepowodzeń. Wszystko się zmienia, kiedy poznaje Kamila, samotnego ojca Maksa i Faustyny. Pomiędzy nimi rodzi się miłość, po krótkim czasie para pobiera się, ale niestety ich szczęście nie trwa zbyt długo. Czy uda się im przezwyciężyć wszystkie przeciwności losu?

Chyba wiecie, że Beata Majewska (Augusta Docher) to jedna z moich ulubionych autorek, która niejednokrotnie potrafiła mnie zaskoczyć i tak samo było tym razem. Bardzo byłam ciekawa tej historii, gdyż pokochałam Hugona i Łucję, a niestety Olga była bohaterką, która nieźle namieszała w ich życiu. Jednak autorka postanowiła i jej dać szansę i dlatego powstała ta powieść. Bałam się, że ja nie dam Oldze szansy i nie uda mi się jej polubić, jednak na szczęście nie było to takie trudne, bo Olga mimo swoich wad okazała się naprawdę sympatyczną osobą. Beata w tej książce skupiła się na kilku trudnych tematach, między innymi na chorobie nowotworowej, której poświęciła naprawdę sporo miejsca w książce i nie opisała jej tylko po łebkach, ale również  na wierze, temacie dość kontrowersyjnym i na czasie. Wszystko zostało naprawdę idealnie dopracowane i dopieszczone, ale spod pióra Beaty mogła wyjść tylko tak perfekcyjna książka.

Na samym początku akcja toczyła nieśpiesznie, ale im dalej brnęłam w tę historię, tym coraz więcej się działo, pojawiało się coraz więcej emocji, zaskoczeń i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Książka bawi, ale także niesamowicie wzrusza, a ja czułam się jak niemy obserwator tej słodko - gorzkiej opowieści. 

Beata kolejny raz mnie nie zawiodła i wiem, że jej książki mogę brać w ciemno. To autorka, która w każdy możliwy sposób stara się zadowolić czytelnika, a ja mogę tylko i wyłącznie polecić Wam jej twórczość. W każdej jej powieści się zatracicie i przepadniecie w wirze emocji. Historia Olgi i Kamila jest kolejnym dowodem na to, że warto czytać polskich autorów, bo są wśród nich takie perły jak Beata, których historie pochłaniają bez reszty i sieją w sercach zamęt. 

"Zdążyć z miłością" to powieść, którą z czystym sumieniem Wam polecam. Autorka uświadomiła mi, że każdy ma prawo do szczęścia i do miłości, bo przecież po każdej burzy wychodzi słońce...

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Książnica.

czwartek, 14 grudnia 2017

Pudełko z marzeniami - Magdalena Witkiewicz, Aleksander Rogoziński



Uwielbiam twórczość Alka Rogozińskiego, więc gdy zobaczyłam, że napisał powieść razem z Magdaleną Witkiewicz "Pudełko z marzeniami" musiałam ją przeczytać. Najlepsze jest to, że pani Magda to autorka, która ma rzeszę fanów, lecz ja niestety jeszcze nie miałam przyjemności spotkać się z jej twórczością. Z tego powodu jest mi aż głupio, ale na swoje usprawiedliwienie mam to, że w ostatnich latach czytam tylko to, co mam z różnych wydawnictw. Czy Magdalena Witkiewicz dołączyła do grona moich ulubionych autorów? Zapraszam na recenzję.


Trzydziestoletni Michał został zdradzony przez narzeczoną i oszukany przez wspólnika i gdy zaczął marzyć o nowym życiu, dowiedział się, że podczas II wojny światowej jego rodzina w małym miasteczku na północy Polski ukryła skarb. Mężczyzna postanowił go poszukać i wyruszył na poszukiwania. Gdy dotarł na miejsce, okazało się, że w miejscu ukrycia skarbu znajduje się teraz restauracja, którą prowadzi jego rówieśniczka Malwina. Dziewczyna ma własne problemy, jej chłopak po wyjeździe zagranicę już nie wrócił, a babcia, która po wielu latach powróciła z Francji chciała, by restauracja serwowała francuskie specjały. Jednak Michała to nie zraziło, postanowił zaprzyjaźnić się z dziewczyną i zdobyć jej zaufanie, by później odnaleźć wymarzony skarb. Tylko co może się stać, gdy w sprawę wmieszają się dwie wścibskie staruszki, dwoje dzieciaków i święty Ekspedyt? Chyba wtedy nic nie może pójść zgodnie z planem...

Zdradzę Wam, że nie przepadam za książkami pisanymi w duecie, tylko garstce autorów udało się mnie w tej formie zadowolić, więc z drżącym sercem zabrałam się za lekturę "Pudełka z marzeniami", na całe szczęście moje obawy były na wyrost, bo powieść pochłonęła mnie już od samego początku. Naprawdę nie spodziewałam się, że ta historia tak mi się spodoba i przypadnie do gustu. Znam styl Alka Rogozińskiego i byłam pewna, że mnie nie zawiedzie, ale jestem także pod ogromnym wrażeniem pióra pani Magdy i teraz już wiem, że przeczytam inne książki tej autorki, bo naprawdę warto. Wiem, że ta dwójka autorów przyjaźni się w życiu realnym i myślę, że można to odczuć podczas czytania właśnie tej powieści. Mam nadzieję, że Alek i pani Magda jeszcze nie raz połączą swoje siły, bo ja z chęcią przeczytam ich kolejne wspólne dzieło.

Jestem tą książką zachwycona, a co najważniejsze pokochałam bohaterów i jestem przekonana, że nigdy o nich nie zapomnę. Chyba najbardziej przypadła mi do gustu babcia Malwiny, która zawładnęła moim sercem. Wiem, że w tej książce pojawiają się bohaterowie innej książki pani Magdy, więc fani jej twórczości, będą mieli tym bardziej wielki uśmiech na twarzy. 

Niewątpliwie jest to książka pełna humoru, pełna ciepła i nadziei na lepsze jutro. Autorzy uświadamiają nam, że trzeba spełniać swoje marzenia. Świetny pomysł na książkę, świetne wykonanie, czy potrzeba czegoś więcej? Myślę, że nie. Czekam na kolejną książkę tego duetu, bo po prostu mi mało. Gorąco polecam.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Filia.

Jej ostatni oddech - Robert Dugoni

Ostatnio dziwnym trafem biorę do recenzji książki, które są kolejnym tomem jakiejś serii bądź cyklu. Nie jest to dla mnie jakimś wielkim problemem, jeżeli każda część opowiada o czymś innym. Tym razem taką książką okazała się powieść Roberta Dugoni "Jej ostatni oddech", która była drugim tomem cyklu Tracy Crosswhite. Zapraszam na recenzję.

Detektyw Tracy Crosswhite, która odkryła prawdę o zniknięciu swojej siostry Sary, prowadzi nowe śledztwo, przez które jej kariera zawiśnie na włosku. Północna część Seattle to rewir seryjnego mordercy, nazywanego przez policję Kowbojem. Poluje on na młode kobiety nocujące w tanich motelach. Tracy ma prawo przypuszczać, że będzie jego kolejnym celem... Ma do dyspozycji niezbyt jasne wskazówki, ale przeczuwa, że kluczem do powstrzymania szaleńca może być dochodzenie sprzed 10 lat. Okazuje się jednak, że kolegom Tracy bardzo zależy na tym, by tamta sprawa pozostała zamknięta. Czy nieustraszona policjantka zdoła znaleźć dowód, który pozwoli jej schwytać psychopatę, czy też sama wpadnie w jego sidła? Kowboj już rozpoczął łowy!

Na samym początku muszę nadmienić, że wydawnictwo Albatros niesamowicie trafia w mój czytelniczy gust, po prostu każda książka, którą od nich dostaję do recenzji, jest strzałem w dziesiątkę i dostarcza mi wielu wrażeń. Za to oczywiście dziękuję. Jeżeli chodzi o "Jej ostatni oddech", to tak szczerze powiedziawszy, początek miałam dość trudny, książka bardzo mi się dłużyła i nie mogłam wkręcić się w fabułę. Trochę winy jest w tym, że nie czytałam pierwszego tomu i nie wszystko od razu było dla mnie zrozumiałe. Jednak po kilkudziesięciu stronach wszystko stało się  jasne i jak można było się spodziewać, przepadłam z kretesem. W książce dzieje się naprawdę bardzo dużo, więc gdy wkręciłam się w fabułę, to nie było mowy, żebym choć przez chwilę się nudziła. Akcja była wartka, śledztwo prowadzone bardzo intensywnie, a dreszczyk emocji pojawiał się prawie na każdej stronie. Dodatkowo cały czas podczas lektury towarzyszyło mi ogromne napięcie, które nie opuściło mnie już do ostatniej strony. Autor w świetnym stylu zwodził mnie za nos, a zakończenie okazało się dla mnie totalnym zaskoczeniem, a to niezwykle sobie cenię w tego typu książkach.

Ogromną zaletą książki jest to, że autor naprawę włożył w nią dużo pracy i bardzo realistycznie przedstawił pracę policji. Poza tym portret psychologiczny mordercy okazał bardzo ciekawy, autor nie skupił się tylko na jego teraźniejszości, ale niejednokrotnie powracał do jego przeszłości, by bardzo dokładnie ukazać nam, co sprowadziło go na tę przestępczą drogę. 

Bardzo spodobała się mi postać Tracy Crosswhite, czyli głównej bohaterki. Tracy była taką prawdziwą policjantką z "jajami". Niezwykle silną, pewną siebie, niebojącą się ryzyka, która borykała się nie tylko z trudami śledztwa, ale i z własnymi problemami. Osobiście bardzo lubię, gdy poznajemy bohaterów kryminałów także od strony prywatnej i tutaj tego właśnie nie brakuje. 

"Jej ostatni oddech" to moje pierwsze spotkanie z autorem, ale zapewniam Was, że nie ostatnie. Jeżeli lubicie kryminały, to ta książka dla Was idealna. Może nie znajdziecie w niej nic nowego, ale autor potrafił mnie bardzo zaciekawić, więc myślę, że z Wami będzie podobnie.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Albatros.

wtorek, 12 grudnia 2017

Czasami kłamię - Alice Feeney


„Nazywam się Amber Reynolds. Są trzy rzeczy, które powinniście o mnie wiedzieć:
Jestem w śpiączce.
Mój mąż już mnie nie kocha.
Czasami kłamię. „

Takimi oto słowami poznajemy Amber Reynolds, trzydziestopięcioletnią kobietę, która w dzień Bożego Narodzenia trafia do szpitala. Kobieta jest w śpiączce, ale w pełni świadoma otaczającego ją świata. Jej świadomość miesza się z koszmarnymi snami, ale Amber musi przypomnieć sobie, co doprowadziło ją do takiego stanu i do miejsca, w którym się znalazła. Dojście do prawdy nie będzie zbyt łatwe, bo jak wiecie Amber... KŁAMIE...

Długo czekałam na taki thriller psychologiczny, naprawdę długo i aż trudno mi uwierzyć, że jest on debiutem Alice Feeney. Autorka stworzyła powieść genialnie skonstruowaną, która już od pierwszej strony chwyta w swoje szpony.  To powieść, dzięki której w mojej głowie rozszalał się chaos, zamęt i która poruszyła moje ospałe szare komórki do myślenia. Nic w tej książce nie jest takie, jakie wydaje się na początku, autorka oszukuje nas na każdym kroku i ciężko dojrzeć światełko prawdy, bo gdy wydaje się nam, że coś już wiemy, to za chwilę okazuje się, że tak naprawdę nie wiemy nic. Ja tę książkę czytałam dwa razy i dalej nie jestem pewna, czy mój punk widzenia jest właśnie tym dobrym. W książce prym wiodą retrospekcje sprzed dnia wypadku oraz pamiętnik „głównej bohaterki”. I to chyba właśnie ten pamiętnik trzeba czytać najdokładniej, by wyłapać wszystkie istotne szczegóły. Dla mnie to powieść, która owiała mnie literacką świeżością i jestem przekonana, że i wy nic takiego do tej pory nie czytaliście.

To książka przepełniona bólem, szaleństwem, w której nic nie jest podane na tacy. Trzeba ją czytać uważnie, by nie przegapić nic istotnego. Dla mnie to książka idealna, nieszablonowa, inna i niesamowicie pochłaniająca. To powieść, która już od pierwszej strony unosi nad nami aurę tajemniczości, a napięcie jest naszym towarzyszem do samego zakończenia. Autorka naprawdę włożyła w tę historię dużo pracy i widać to w każdym zdaniu. Ja sama zarwałam dla niej noc, a ostatnio nieczęsto mi się to zdarza. Zdecydowanie warto dla niej poświęcić każdą chwilę, bo to historia, o której niełatwo się zapomina. Sama na pewno wrócę do niej jeszcze kiedyś, by ze świeżym umyłem zmierzyć się opowieścią Amber. 

Gorąco polecam, naprawdę warto!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu WAB.

Psiego najlepszego czyli był sobie pies na święta - Bruce Cameron

Gdy Wydawnictwo Kobiece zaproponowało mi do recenzji najnowszą powieść W. Bruce Camerona „Psiego najlepszego czyli był sobie pies na święta” od razu wiedziałam, że to książka idealna dla mnie. Kupiła mnie okładka ze słodkim szczeniaczkiem, a opis dopełnił resztę. Jestem strasznym zwierzolubem i naprawdę kocham książki, w których zwierzęta są na głównym planie. Czy moja decyzja była słuszna? Zapraszam na recenzję.

Życie Josha wywróciło się do góry nogami, kiedy jego sąsiad podrzucił mu ciężarną suczkę Lucy. Mężczyzna nigdy wcześniej nie miał psa, więc nie był z tego zbytnio zadowolony. Jednak Lucy bardzo szybko udało się podbić serce mężczyzny. Jednak Josh nigdy wcześniej nie opiekował się ciężarnym psem, a tym bardziej małymi szczeniaczkami. Szukając pomocy, trafił do schroniska, w którym pracowała Kerri. Kobieta zaczęła pomagać mu w opiece nad zgrają psów i razem z nim przygotowywała szczeniaki do adopcji. Tylko, czy można było przewidzieć, że Josh pokocha całą gromadkę i Kerri? 

„Bruce Cameron od dziecka był miłośnikiem psów. Jego ukochana suczka z dzieciństwa – Cammie – zainspirowała go do napisania książki Był sobie pies, która stała się światowym fenomenem przeniesionym na ekrany kin. Urocze czworonogi są bohaterami jego wielu powieści, które podbijają listy bestsellerów i cieszą się ogromnym zainteresowaniem czytelników.”

„Psiego najlepszego” to powieść idealna właśnie teraz, gdy wielkimi krokami zbliżają się święta Bożego Narodzenia. To książka niezwykle ciepła i niosąca nadzieję. Mnie aż żal było rozstać się ze śnieżnym Evergreen, z bohaterami no i oczywiście z niesamowicie słodkimi psiakami. Autor wie jak pisać, by bawić, ale także jak chwycić za serce, sama nie raz chichotałam pod nosem, by za chwilę wzruszyć się do łez. Jednak to nie tylko książka o kochanych zwierzakach, jakimi są psy, to powieść, która uświadamia nam jak czasami trudno podjąć właściwe decyzje, jak zostawić przeszłość za sobą oraz jak zacząć żyć na nowo u boku tej jednej jedynej ukochanej osoby.

W tej powieści podobało się mi naprawdę wszystko, fabuła, bohaterowie no i oczywiście zakończenie, które było takie, jak sobie wymarzyłam. Bardzo polubiłam Josha, który był mężczyzną bardzo zamkniętym w sobie, roztrzepanym i ogromnie uroczym. To taki mężczyzna, w którym bardzo łatwo można się zakochać. Postać Kerri też obdarzyłam sympatią, bo to kobieta, która twardo stąpała po ziemi i nie raz pomagała Joshowi w podejmowaniu trudnych decyzji. To tacy bohaterowie, którzy byli niczym dwie połówki pomarańczy i naprawdę idealnie się uzupełniali.

To powieść, którą mogę Wam polecić naprawdę z czystym sumieniem. Mnie ta historia porwała w głąb fabuły i czułam się tak, jakbym naprawdę uczestniczyła w życiu Josha, Lucy i jej słodkiej, uroczej gromadki. To idealna książka na święta i jestem przekonana, że zauroczy Was tak jak i mnie.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Kobiecemu.

niedziela, 10 grudnia 2017

O zmierzchu - Ewa Ostrowska

Z twórczością Ewy Ostrowskiej nigdy nie miałam styczności, a to autorka, która wydała kilkadziesiąt książek w tym powieści obyczajowych, kryminałów oraz książek dla dzieci i młodzieży. Ja przygodę zaczynam z jej ostatnią powieścią, którą napisała przed śmiercią, czyli z „O zmierzchu”. Zapraszam na recenzję.

„Studium zdrady, pogardy i wszechogarniającej ciemności”

To powieść o trzech przyjaciółkach, które znają się od najmłodszych lat. Historia trudna i do bólu prawdziwa, która opowiedziana jest z perspektywy jednej z nich, czyli chorej na depresję Małgorzaty. To historia, która mogłaby przydarzyć się każdemu.

„Ewa Ostrowska (1938 – 2012) – pisarka i dziennikarka, tworząca także pod pseudonimem Brunon Zbyszewski oraz Nancy Lane. Autorka kilkudziesięciu książek, w tym wielu dla dzieci i młodzieży, a także powieści obyczajowych, kryminałów i thrillerów.”

Małgorzatę poznajemy, gdy jest już sześćdziesięcioletnią staruszką, cierpi na depresję i nie ma ochoty żyć. Jej życie było pasmem nieszczęść i kobieta została sama.  Za sprawą jej wspomnień wracamy do czasów PRL-u. Ja sama zdążyłam liznąć tego ustroju, bo kiedy się on zakończył, to miałam dziewięć lat. Dla wielu był to niedobry czas. I właśnie do tych lat wracamy z Małgorzatą i poznajemy ją i jej przyjaciółki...

Początek książki miałam straszny, był on dla mnie straszny chaotyczny i nie mogłam w ogóle wkręcić się w fabułę, na całe szczęście po kilkudziesięciu stronach wszystko stało się dla mnie jasne, przejrzyste i przepadłam z kretesem. Na pewno nie jest to książka dla każdego, bo nie jest ona łatwa, trzeba ją czytać w dużym skupieniu i nie bać się trudnych bolesnych tematów i lat PRL-u. Ja lubię zagłębiać się w historii naszego kraju, a nie często mam okazję czytać takie książki, które zawierają wiele ciekawych historycznych faktów. To powieść niewątpliwie ciężka, melancholijna, smutna i niewątpliwie strasznie realistyczna. To taka historia, która mogłaby wydarzyć się naprawdę, a Małgorzata to bohaterka, którą mógłby być każdy. W książce dzieje się naprawdę dużo i zapewniam Was, że trzeba czytać ją niezwykle uważnie, na pewno nie można przeczytać jej na  jeden raz, tylko trzeba dawkować ją sobie powoli, bo ta historia potrafi przytłoczyć. To książka ukazująca wszelkie oblicza depresji, zdrady,  miłości matki do córki i przyjaźni, takiej prawdziwej przyjaźni, do przysłowiowej grobowej deski.

Nie chcę zbytnio pisać Wam o samej fabule książki, bo sami wiecie, że tego nie lubię, ale zapewniam Was, że ta historia dostarczy Wam mnóstwa emocji, bo to powieść, która bardzo porusza, ale na całe szczęście daje także nadzieję.

Mnie ta książka zachwyciła i skłoniła do wielu refleksji. Nie polecam jej każdemu, bo nie każdy się w niej odnajdzie. Myślę, że to najlepsza lektura dla osób, które lubią historię, lubią lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte, a przede wszystkim osobom, które nie boją się trudnych tematów i emocji, które niejeden raz potrafią niesamowicie przytłoczyć.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Oficynka.

Nowe życie - Ewelina Kościelniak (PATRONAT MEDIALNY)

„Droga do zrozumienia, czym jest życie, bywa długa i kręta”

„Ania i Daniel poznają się na wakacjach. Ona jest młodą, skromną nauczycielką, on – dobrze zarabiającym lekarzem. Zarówno kobieta, jak i mężczyzna kochają swoją pracę, w której z oddaniem poświęcają się dla dobra drugiego człowieka. Zakochują się w sobie i wszystko wskazuje na to, że ich miłość zakończy się happy endem. Okazuje się jednak, że dobro drugiego człowieka postrzegają zupełnie inaczej, a ich światopoglądy znacznie się różnią. Ta odmienność dotyczy nie tylko wizji świata, sposobów patrzenia na rzeczywistość, ale przede wszystkim systemów wyznawanych wartości. Ich relacja przeradza się w wojnę sumień…" 

Uwielbiam książki, które są dla mnie totalnym zaskoczeniem, a niestety rzadko na takie trafiam. Jednak powieść „Drugie życie” Eweliny Kościelniak zaskoczyła mnie totalnie, bo po opisie nastawiona byłam na powieść o trudnej miłości pomiędzy bohaterami. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że to faktycznie książka o miłości, ale jednocześnie książka poruszający bardzo trudny i kontrowersyjny temat, jakim jest... no cóż, tego Wam nie zdradzę. Nadmienię tylko, że to temat, o którym w ostatnim czasie jest dość głośno i który dotyczy moralności i naszego własnego sumienia. Książka oczywiście zaskoczyła mnie na plus i jestem pod jej ogromnym wrażeniem. Powieść tę mogłabym podzielić na dwie części, pierwsza z nich jest dość spokojna i ukazuje nam uczucie między bohaterami, ale druga jest zupełnie inna, tutaj dostajemy całą gamę emocji, a akcja nabiera tempa. Pojawiają się problemy, trudne decyzje, walka z własnym sumieniem  i moralne dylematy. Nie spodziewałam się także takiego zakończenia, które dla mnie okazało się niezwykle piękne i wzruszające.

Głównym atutem tej powieści są bohaterowie, który zostali nakreśleni przez autorkę bardzo wiarygodnie i autentycznie. Przyznam szczerze, że bardzo ich polubiłam, nawet Daniela. Nie potępiałam go i w pewnym sensie rozumiałam to, czym się zajmował. Bardzo spodobała mi się także jego przemiana i całkowite przewartościowanie swojego życia. To bohaterowie, którzy dostarczyli mi naprawdę wielu emocji, tych dobrych, ale także tych złych i to właśnie dzięki ich trudnym i niezwykle autentycznym decyzjom książka nabrała ogromnego realizmu.

„Stwierdziła, że świat zupełnie już zatracił wszelkie wartości w tym ciągłym pędzie  do szczęścia, spełnienia i kariery. Wielu z jej znajomych tak bardzo buntowało się i okazywało sprzeciw w sprawach dotyczących zakładania rodziny, że z czasem wszystko stanęło na głowie. To ci, którzy postanowili zostać rodzicami, stawali się obiektem kpin i współczucia...”

Na pewno nie jest to powieść jakich wiele, nie ma w niej nic przekoloryzowanego, czy wyidealizowanego, to po prostu prawdziwe życie, które często ma słodko – gorzki smak, bo problemy, które dotykają bohaterów nie są błahe, lecz niezwykle istotne i tylko od nich zależy, jak podejmowane decyzje wpłyną na ich przyszłość i całe późniejsze życie. To powieść, którą pokochacie, albo znienawidzicie, ale zapewniam, że naprawdę warto ją przeczytać i poznać piękną, ale i smutną historię Ani i Daniela.

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res.