czwartek, 19 października 2017

Sexy bastard. Hard - Eve Jagger


Nie jest tajemnicą, że romanse i erotyki należą do gatunku literackiego, który ma ogromne wzięcie. Sama uwielbiam się w takich książkach zatracać i przeżywać wraz z bohaterami ich miłosne wzloty oraz upadki. To świetna odskocznia od szarej i monotonnej rzeczywistości. Zapraszam na recenzję „Hard” Eve Jagger.

Ryder Cole to władczy i nieznoszący sprzeciwu młody mężczyzna. Jest właścicielem kilku świetnie prosperujących klubów i czasami organizuje nielegalne walki. Nie szuka miłości, interesują go tylko przelotne znajomości i niezobowiązujący seks. Cassie to dziewczyna, która po kilku latach wróciła do rodzinnego domu w Atlancie. Jej powrót, to tak naprawdę ucieczka przed przeszłością i mężczyzną, który wiele dla niej znaczył. Nie szuka kolejnego mężczyzny, tym bardziej takiego, który jest władczy, pewny siebie i seksowny do granic możliwości. Tylko, czy rozum może wygrać z sercem? Za sprawą niespłaconych długów brata, w jej życiu pojawia się Ryder. Dziewczyna, by nie stracić domu, postanawia spłacić dług... Co z tego wyniknie? Przekonajcie się sami.

„Hard” to pierwszy tom fajnie zapowiadającej się serii. W tej części poznajemy jednego z czwórki przyjaciół, którzy razem prowadzą interesy, więc przed nami najprawdopodobniej jeszcze trzy tomy, po które sięgnę z największą przyjemnością. Na pewno nie jest to taki typowy erotyk, bardziej podpięłabym tę powieść pod romans z niewielką dawką erotyki, więc osoby młode i takie, które nie przepadają za łóżkowymi ekscesami bohaterów, bez obaw mogą ją czytać. Historia tej dwójki jest ciekawa i niesamowicie wciąga, pojawiają się tajemnice z przeszłości, a samej autorce udało się mnie nawet raz zaskoczyć mimo tego, że książka napisana jest dość schematycznie. 

Niestety mam jedno małe „ale”, które dotyczy głównej bohaterki. Odniosłam wrażenie, że autorka potraktowała jej osobę, trochę po macoszemu. Nie mogłam poczuć z nią więzi, a jej problemy, które de facto, były trudne i bolesne nie wywoływały we mnie żadnych emocji. Mam nadzieję, że w kolejnej części przy innych bohaterach już tego nie będzie i będę mogła w pełni cieszyć się lekturą. Jeżeli chodzi o postać Rydera, to tutaj jestem w pełni usatysfakcjonowana (nie myślcie tylko, że to dlatego, że to seksowne ciacho). Od samego początku poczułam do niego sympatię, bo okazał się prawdziwym mężczyzną.

Jeżeli lubicie gorące romanse ze szczyptą erotyki, to „Hard” będzie dla Was idealny. To idealna lektura na długie jesienne wieczory. Mimo małych niedociągnięć spędziłam przy niej miło czas i niecierpliwie czekam na kolejne części.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.





wtorek, 17 października 2017

Prezent - Louise Jensen

Czasami tylko przeszczep może uratować komuś życie. Ale co zrobić, gdy wraz z życiodajnym organem otrzymujemy wspomnienia dawcy oraz jego strach i lęk...

„Uważaj, o co prosisz, bo możesz to otrzymać”

Jenna dzięki przeszczepowi serca, dostała od życia kolejną szansę. Niestety kobieta nie potrafi w pełni cieszyć się odzyskanym zdrowiem, bo od jakiegoś czasu ma przebłyski czyichś wspomnień, czuje strach, lęk, a jej głowę nawiedzają dziwne myśli. Jenna łamie wszelkie zasady i odnajduje rodziców swojej dawczyni. Na pozór idealna rodzina skrywa wiele mrocznych sekretów, a śmierć Callie wydaje się niezwykle podejrzana. Jenna mimo ogromnego ryzyka postanawia dojść prawdy. Czy jej się to uda? Czy dowie się, jak naprawdę zginęła dziewczyna? Czy narzeczony Callie coś ukrywa? Tego musicie dowiedzieć się sami.

„Próbuję, ale nie mogę zapomnieć. Za każdym razem, gdy zamykam oczy, widzę jej twarz.”

„Louise Jensen jest autorką bestsellerowych thrillerów psychologicznych. Jej debiutancka powieść „Siostra” w trzy tygodnie od wydania dotarła na szczyt list sprzedaży brytyjskiego i amerykańskiego Amazona oraz znalazła się na liście bestsellerów „USA Today”. Do tej pory sprzedano niemal pół miliona egzemplarzy, a prawa do książki kupiło 10 krajów. Jej kolejna książka „Prezent” ma ogromne szanse, by powtórzyć ten sukces.”

Muszę przyznać, że „Prezent” to książka, która bardzo miło mnie zaskoczyła, gdyż niestety debiutancka powieść autorki w ogóle mnie nie porwała. Cieszę, że zawsze daję drugą szansę, bo tym razem książka wciągnęła mnie od pierwszej strony i czytałam ją z zapartym tchem. Rzadko kiedy zdarza się, bym thriller przeczytała za pierwszym podejściem, ale tutaj musiałam czytać, by jak najszybciej dotrzeć do końca i poznać zakończenie, które dzięki Bogu mnie nie rozczarowało. Fabuła książki jest niezwykle ciekawa, pełna tajemnic i nieoczekiwanych zwrotów akcji, czyli dokładnie taka, jaką lubię. Autorce kilkakrotnie udało się mnie zaskoczyć, a to już samo w sobie świadczy o tym, że książka jest naprawdę dobra, choć nie ukrywam, że akcja mogłaby się toczyć zdecydowanie szybciej, niestety dzieje się tak dopiero pod sam koniec. Nie jest to jakimś wielkim mankamentem, ale osoby, które lubią wartką i szybką akcję, mogą mieć z tym problem. To, co najbardziej przypadło mi do gustu, to momenty, gdy Callie wkradała się do umysłu Jenny, przyznam, że wtedy czasami odczuwałam przerażenie.

Autorka porusza w książce temat pamięci komórkowej, który na całym świecie wywołuje wiele kontrowersji. Bo czy jest możliwe, by po przeszczepie wraz z organem otrzymać wspomnienia i przyzwyczajenia dawcy? Temat niezwykle kontrowersyjny, ale zarazem ciekawy. Ja odnośnie niego mam mieszane uczucia, ale wiem, że są takie przypadki. Tylko, czy to na pewno wspomnienia dawcy, czy może po prostu ludzka wyobraźnia...

„Prezent” to powieść, którą oceniam dobrze. Nie jest nie wiadomo jak mrocznym thrillerem, ale momentami potrafi wywołać lęk i przerażenie. Książka zdecydowanie wciąga i nie pozwala się od siebie oderwać aż do ostatniej strony, więc mogę Wam ją jedynie polecić.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Burda Książki.




sobota, 14 października 2017

W maratonie życia - Anna Harłukowicz - Niemczynow

42 kilometry to dystans, który pokonuje każdy maratończyk i tyle właśnie rozdziałów zawiera książka Anny Harłukowicz – Niemczynow „W maratonie życia”. Myślę, że każdy człowiek  podczas swojego życia biegnie swój własny maraton i tylko od niego zależy, jak będzie wyglądał jego finisz. Gdy przeczytałam opis tej powieści, wiedziałam, że muszę ją przeczytać, bo uwielbiam książki, które mówią o prawdziwym życiu. Byłam bardzo ciekawa, czy pani Annie uda się trafić do mojego czytelniczego serca, a niestety droga do niego nie jest łatwa... Czy jej się udało? Zapraszam na recenzję.

Matylda to kobieta, której życie nie oszczędzało ciosów. Kobieta wie, czym jest nieodwzajemniona miłość, wie, czym jest romans, który miał być wielką miłością, wie też, czym jest strata dziecka i jaki towarzyszy temu ból. Pomimo tylu razów, które zaserwowało jej życie, Matylda ma siły, by wstać, otrzepać kolana, biec dalej i wierzyć, że to, co dobre dopiero czeka gdzieś na nią. Czy Matylda wygra w maratonie swojego życia? Przekonajcie się sami.

„Anna Harłukowicz – Niemczynow to pasjonatka świadomego życia. Piecze chleb, smaży konfitury, lubi biegać. Wstaje wczesnym rankiem, by medytować, modlić się i śpiewać mantry. Wierzy w przeznaczenie i lubi się uśmiechać. Prywatnie jest żoną, mamą dwójki dzieci i właścicielką psa.”

„W maratonie życia” to powieść, która moim zdaniem skierowana, jest to żeńskiej części czytelników. Autorka opowiada nam historię Matyldy w bardzo prawdziwy i wiarygodny sposób, myślę, że niejedna z nas mogłaby się z nią utożsamić, bo każda z nas ma za sobą jakieś problemy, kłopoty, czy dramaty. Najważniejsze w tej książce jest to, że autorka nic nie ubarwia, nic nie idealizuje, wszystko przedstawia w niesamowicie prawdziwy sposób, ale przecież życie, to nie tylko pasmo sukcesów, to także pasmo porażek, z których tylko i wyłącznie możemy wyciągać wnioski. Ta powieść to taki rachunek sumienia głównej bohaterki, Matylda wraca do przeszłości, opowiada swoją historię i wybacza sobie swoje błędy. Chyba ostatnio brakowało mi takiej książki, bo ta powieść nie ma grama lukru i opowiada o prawdziwym życiu, które czasami ma gorzki smak.

Niezwykle pozytywnie zaskoczyła mnie postać Matyldy, bo to kobieta, która pomimo wielu ciosów, które dostała od życia, jest osobą bardzo, ale to bardzo silną, która się nie poddaje. Uczy się na swoich błędach i pokazuje, jak walczyć o siebie i o swoje życie, a także dąży do spełniania własnych marzeń. Strasznie sobie cenię takie osoby w prawdziwym życiu, więc Matylda bardzo szybko zyskała moją sympatię. Oczywiście w książce pojawiają się postacie drugoplanowe, ale wszystko i tak skupia się na głównej bohaterce.

Na pewno nie jest to powieść, którą można przeczytać w jeden wieczór, bo tę historię trzeba sobie stopniowo dawkować, by zrozumieć wszystko to, co autorka chciała w niej przekazać. W tej książce najważniejsze są odczucia i emocje, których jest naprawdę sporo i wszystkie z nich trafiały do mojego serca. Jest to powieść niezwykle mądra, bardzo prawdziwa, pełna życiowych porad, z których naprawdę warto skorzystać.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce.

piątek, 13 października 2017

Pierwszy dotyk, Ostatni pocałunek - Laurelin Paige

Laurelin Paige uwiodła moje czytelnicze serce serią Uwikłani i myślałam, że żadna z jej książek nie wywrze już na mnie tak dużego wrażenie. Ale wiecie co? Pomyliłam się i to bardzo, bo gdy przeczytałam „Pierwszy dotyk” i „Ostatni pocałunek” diametralnie zmieniłam zdanie na ten temat. Te książki mnie po prostu wchłonęły w głąb siebie i ponad tysiąc stron przeczytałam w niespełna dwa dni. W tym czasie nie istniałam dla nikogo, interesowała mnie tylko historia Emily Wayborn i Reeve'a Sallisa. Chyba już domyślacie się, że moja recenzja będzie pełna ochów i achów? No ale po prostu inaczej nie mogę, bo to książki, które zapewniły mi niesamowitą, namiętną i mroczną przygodę w głąb ludzkiej seksualności. Miałam mały dylemat, bo nie wiedziałam, czy pisać dla Was dwie osobne recenzje, czy może jedną wspólną. Postanowiłam, że będzie jedna wspólna i mam nadzieję, że uda mi się w niej przekazać, to co najważniejsze. Zapraszam.

Emily Waybor wreszcie czuje się kobietą na właściwym miejscu. Zostawiła przeszłość za sobą i buduje swoje nowe życie, w którym nie ma miejsca na nieudane związki i nieodpowiednich mężczyzn, którzy wyrządzili jej wiele krzywd. To rozstanie się z przeszłością, było także rozstaniem z najlepszą przyjaciółką, Amber. Kobiety nie widziały się od lat, ale pewnego dnia Emily otrzymuje dziwną wiadomość właśnie od Amber. Choć zostawiona na sekretarce wiadomość brzmi neutralnie, kobieta wie, że wydarzyło się coś złego i jej dawna przyjaciółka potrzebuje pomocy. Emily postanawia, że za wszelką cenę odnajdzie przyjaciółkę. Misją kobiety staje się uwiedzenie milionera Reeve'a Sallisa, z którym ostatnio była widywana Amber. Emily ma nadzieję, że odkryje jego sekrety i dowie się, co stało się z jej przyjaciółką. Intuicja podpowiada jej, że to mężczyzna niebezpieczny, ale po pierwszym spotkaniu czuje do niego ogromne przyciąganie. Tylko, czy może zdradzić Amber? Czy Reeve okaże się jej wrogiem, czy sprzymierzeńcem? Co tak naprawdę stało się z jej przyjaciółką? Czy mężczyzna ma z tym coś wspólnego? Tego już musicie dowiedzieć się sami.

"Problem z ludźmi, którzy naprawdę są niebezpieczni, Emily, polega na tym, że nigdy nie wiesz, jak bardzo są groźni, dopóki nie jest za późno."

Przybliżyłam Wam tylko fabułę „Pierwszego dotyku”, bo w drugim
tomie tyle się dzieje, że musiałabym Wam strasznie zaspoilerować, a nie taki mój zamiar, więc myślę, że mi to wybaczycie. 

Laurelin Paige niesamowicie mnie zaskoczyła tym cyklem, bo choć w Uwikłanych pokazała, na co ją stać i jak bujną ma wyobraźnie, to myślę, że dopiero teraz rozwinęła skrzydła i dała popis swoich literackich umiejętności. Chyba wiecie, jak to jest, gdy po przeczytaniu dwóch może trzech stron mówicie... O RANY, TO JEST WŁAŚNIE TO. NA TAKĄ KSIĄŻKĘ CZEKAŁAM. Ja tak miałam i naprawdę uwielbiam ten stan, bo wiem, że każda kolejna strona przyniesie mi nowe doznania. Dawno żaden z erotyków nie dostarczył mi aż tylu emocji. Jest ich naprawdę wiele i to w każdej części, a co najważniejsze są one wręcz namacalne i odczuwałam je naprawdę całą sobą. Pojawiał się strach, lęk, obawa, czasami przerażenie. To wszystko w otoczce niewyobrażalnej namiętności i pożądania, które rozpędzało moją wyobraźnię na najwyższe obroty. No po prostu przepadłam z kretesem! Na pewno nie są to erotyki jakich wiele i osoby, które nie lubią mrocznych, klimatycznych i perwersyjnych książek mogą mieć z nimi problem. Chociaż nie ukrywam, że ta historia tak wciąga, że warto po nią sięgnąć. Oprócz mroku znajdziecie w nich także wątek sensacyjny, pełno tajemnic, kłamstw i niedomówień. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest, to, że scen seksu nie ma aż tak wiele, ale jak się pojawiają, to potrafią rozpalić do czerwoności. Na pewno nie brakuje wszechogarniającego pożądania, które cały czas iskrzy pomiędzy bohaterami.

Kreacja bohaterów wyszła autorce rewelacyjnie, każdy z nich był dla mnie bardzo wiarygodny w swoim zachowaniu. Nic nie zostało przekoloryzowane i mimo że książka jest mocnym erotykiem wyszło to naprawdę bardzo naturalnie. Emily to bohaterka, która ma dość ekscentryczną przeszłość, i za bardzo nie może się nią chwalić. Jednak spotkanie Reeve'a obudziło w niej ukryte i perwersyjne pragnienia, które dawno temu pochowała na dnie własnej duszy. To także bohaterka, która ma bardzo małą wiarę w siebie. Poza tym to lojalna przyjaciółka i chyba właśnie ta lojalność względem Amber najbardziej mnie w niej irytowała. Wiele razy miałam ochotę krzyknąć, potrząsnąć nią, by wreszcie przejrzała na oczy i zawalczyła o własne szczęście. Jeżeli zaś chodzi o Reeve'a to bohater niezwykle mroczny, tajemniczy, arogancki i pewnie siebie. Czasami niemiłosiernie mnie wkurzał, ale ja strasznie lubię takich złych bohaterów, bo dzięki nim czytana książka nabiera ogromnego wyrazu i pozostaje w pamięci czytelnika na długi czas. Niezwykle ważne jest, to, że w drugiej części nie robią się z niego ciepłe kluchy, bo choć zachodzi w nim zmiana, to nie dotyka ona wszystkich sfer jego charakteru. W drugiej części pojawi się bohater ogromnie ważny w całej tej historii, ale na ten temat cicho sza.

 "Jego słabością byłam ja. Pragnął mnie i nienawidził tego może nawet tak bardzo, jak ja nienawidziłam jego." 

Nie ma ani jednej rzeczy, która nie spodobałaby mi się w tych książkach. Wszystko jest dopieszczone, dopracowane na ostatni guzik i tworzy świetną całość. Obydwie części napisane są na tym samym poziomie i według mnie są po prostu rewelacyjne. Spędziłam przy nich kilkanaście wspaniałych godzin i na pewno kiedyś jeszcze powrócę do tej historii, by kolejny raz poczuć to napięcie, dreszczyk ekscytacji i uczucie, jakie pojawia się między bohaterami.

Jeżeli lubicie mocne erotyki, nie ma dla Was tematów tabu, nie przeraża Was brutalność ani wulgaryzmy, to cykl First and Last Laurelin Paige będzie dla Was idealny. To książki, które niesamowicie zapadają w pamięci, a po przeczytaniu pojawia się książkowy kac.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

czwartek, 12 października 2017

Przeszłość - Tessa Hadley

„Kiedy rodzeństwo spotyka się po latach, staje między nimi przeszłość.”

Czwórka rodzeństwa postanawia spędzić wspólnie urlop, ma to być ich ostatni pobyt w domku odziedziczonym po dziadkach. Ten urlop ma być inny i wyjątkowy, bo rodzina chce go spędzić tylko w swoim gronie. Fran przyjeżdża z dwójką dzieci, Roland z córką i nową żoną. Hariett jak zwykle jest sama, a Alice przywozi ze sobą syna swojego byłego partnera. Dom dziadków pełen jest wspomnień, a przeszłość przypomina o sobie na każdym kroku. I choć wspomnienia są bolesne, to rodzeństwo nie może się z nimi rozstać. Napięcie powiększają relacje między rodzeństwem i niestety atmosfera gęstnieje z dnia na dzień. Czy z tego może wyniknąć coś dobrego? Czy uda się im odbudować nadszarpnięte więzy rodzinne? O tym musicie przekonać się sami.

„Tessa Hadley to brytyjska pisarka. Za wydaną w 2015 roku Przeszłość otrzymała nagrody Windham – Campbell Literature Prize for fiction i Hawthornden Prize. Jej powieści były także nominowane do Orange Prize oraz Wales Book of the Year. Opowiadania Hadley regularnie ukazują się w The New Yorker, zostały także opublikowane w dwóch zbiorach: Sunstroke (2007) i Married Love (2012). Autorka mieszka w Londynie, naucza kreatywnego pisania w Bath Spa University.”

„Przeszłość” to powieść, która zafascynowała mnie swoim opisem i zaintrygowała okładką. Niestety po skończonej lekturze mam mieszane uczucia odnośnie do tej książki. Liczyłam, że dostanę całkiem coś innego, niż dostałam w rzeczywistości. Nastawiłam się na przejmującą i chwytającą za serce historię czwórki rodzeństwa, w której emocje będą grały pierwsze skrzypce. Niestety jak dla mnie to tych emocji było, jak na lekarstwo i przez to nie mogłam za bardzo wczuć się w tę historię i utrudniało mi to poczucie bliskości z bohaterami. Uważam, że emocje są najważniejszym elementem każdej powieści, więc strasznie mnie zabolał fakt, że ich nie czułam. Może ktoś inny będzie miał odmienne zdanie po przeczytaniu „Przeszłości” , wtedy będę mu strasznie zazdrościła. Akcja książki płynie powoli i nie jest to niczym szczególnym, bo wiele powieści jest tak napisanych, jednak tutaj bardzo często odczuwałam znużenie.

Oczywiście pojawiają się także plusy. Autorka podzieliła książkę na trzy części. Najpierw poznajemy teraźniejszość, później przeszłość i na koniec znów wracamy do teraźniejszości. Muszę przyznać, że część opisująca przeszłość bardzo mi się spodobała i najbardziej mnie zaciekawiła. W tej części wracamy do czasów, kiedy żyli jeszcze dziadkowie rodzeństwa i dzięki temu dostrzegamy, co łączy przeszłość z teraźniejszością.

Jeżeli chodzi o bohaterów, to uważam, że autorka dość dobrze ich opisała. Każdy z czwórki rodzeństwa jest inny, ma inny charakter i w tym przypadku Tessa Hadley sobie poradziła. Jednak żaden z bohaterów nie przypadł mi do gustu. Niestety przez całą powieść nie poczułam więzi z żadnym z nich i strasznie nad tym ubolewam, bo bohaterowie, tak jak i emocje są najważniejszym fundamentem każdej powieści.

„Przeszłość” to powieść, która niestety trochę mnie zawiodła, oczekiwałam po niej dużo więcej. Jednak nie będę Was zniechęcać, bo jeszcze nie urodził się taki, coby wszystkich zadowolił. Myślę, że książka znajdzie i swoich zwolenników, ale mnie niestety nie porwała.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Wab.

wtorek, 10 października 2017

Morze kłamstwa - Joanna Jax (Nasz Patronat Medialny)

I znowu stanęłam przed nie lada wyzwaniem, bo jak tu napisać koleją recenzję do czwartej już części cyklu "Zemsta i przebaczenie" i nie powtarzać się? Od pierwszego tomu zapałałam uwielbieniem dla tej serii i moje dotychczasowe recenzje przepełnione są zachwytami nad tą książką, oczywiście zasłużonymi. Seria jest rewelacyjna i przed przeczytaniem tej części zastanawiałam się, czy autorka mogła jeszcze podnieść poprzeczkę? Mogła, a jakże!!!

„Czwarty tom cyklu »Zemsta i przebaczenie« Sytuacja polityczna na świecie zaczyna przybierać niespodziewany dla III Rzeszy obrót. Państwa sprzymierzone oraz Związek Radziecki powoli ujarzmiają niezwyciężone dotychczas Niemcy. W Polakach budzi się nadzieja, jednak niektórzy patrzą z niepokojem na poczynania Stalina. Nadchodzi czas powstania warszawskiego, zdobycia Berlina przez Armię Czerwoną i dramatycznych dla Polski konferencji w Teheranie i Jałcie. Bohaterowie kolejny raz stają przed trudnymi wyborami, a ich siłą napędową są miłość i przyjaźń. Czy uda się pozostać wiernymi wyznawanym dotychczas wartościom, czy też kolejny raz zwycięży egoizm i chęć chronienia życia za wszelką cenę? A może ludzkie tragedie pozwolą inaczej spojrzeć na drugiego człowieka i wyzwolić nowe pokłady altruizmu?”

Joanna Jax ponownie "przetasowała karty" i powierzyła niektórym ze swoich bohaterów nowe role. Jedną z moich ulubionych postaci Alicję Rosińską postawiła przed wyborem między dwoma mężczyznami, swoją wielką miłością Julianem Chełmickim, dla którego nie wahała się zaryzykować nawet własnego życia, a Karym, który okazał się godnym zaufania przyjacielem. Walter von Lassow próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości, Igor Łyszkin targany rozterkami i wątpliwościami stara się jak najlepiej wykorzystać sytuacje, w jakiej się znalazł do realizacji własnych planów. Hanka za wszelką cenę usiłuje przetrwać, choć strach o życie swoje i dzieci towarzyszy jej przez cały czas. Czy los w końcu okaże się łaskawszy i pozwoli naszym bohaterom na odrobinę szczęścia?

Odniosłam wrażenie, że „Morze Kłamstwa” to część, która chyba najbardziej mnie pochłonęła i trzymała w niepewności. Joanna Jax doskonale potrafi dawkować napięcie i emocje. Każda z części była arcyciekawa, jednakże "Morze kłamstwa" zachwyciło mnie przede wszystkim opisem Powstania Warszawskiego. Temat bardzo mi bliski i muszę przyznać, że pani Joanna zrobiła to po mistrzowsku. Moim zdaniem niejeden nawet najlepszy film, czy serial na temat powstania nie oddał tego klimatu w taki sposób, w jaki zrobiła to autorka. Wykazała się ogromną znajomością tematu i z pietyzmem opisała tę kartę naszej historii. I choć spór o Powstanie Warszawskie trwa, myślę, że po przeczytaniu tej książki każdy będzie mógł wyciągnąć swoje własne wnioski.

Jak zwykle pozostałam z niedosytem w oczekiwaniu na kolejną część. Jestem bardzo ciekawa, co jeszcze autorka przewidziała dla swoich bohaterów, ale po przeczytaniu czterech części, jestem święcie przekonana, że nie zawiodę się i tym razem. Polecam gorąco! 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Videograf.

Czego pragnie mężczyzna - Sabrina Jeffries

Ostatnio postanowiłam, że będę czytać więcej romansów historycznych, bo to naprawdę fajna odskocznia od bardziej ambitnej literatury. Wydawnictwo Bis bardzo ułatwia mi sprawę, bo co chwila podsyła mi jakieś fajne tytuły. Jako że staram się spełniać swoje postanowienia, zapraszam Was na recenzję „Czego pragnie mężczyzna” Sabriny Jeffries.

Lisette to nieślubna córka wicehrabiego i francuskiej aktorki. Jako nieślubne dziecko nigdy nie miała łatwego życia, a wszystko pogorszyło się jeszcze bardziej po śmierci ojca. Przyrodni brat, George odmówił pomocy dziewczynie i jej matce, a brata oskarżył o kradzież. By Tristan nie skończył na szubienicy, musieli przeprowadzić się do Francji. Po latach dziewczyna wróciła do Anglii, by pomóc młodszemu przyrodniemu bratu, Domowi prowadzić agencję detektywistyczną i właśnie wtedy na jej drodze pojawił się Maxymilian Cale, książę Lyons, który poszukiwał Tristana. Książę uważał, że brat Lisette ma informacje na temat jego brata, który przed laty został porwany, a nim został odnaleziony, to zginął w pożarze. Lisette nie wie, gdzie podziewa się Tristan, ale postanawia towarzyszyć księciu w podróży do Francji. Czy odnajdą braci? Czy ujarzmią budzące się między nimi pożądanie? O tym musicie przekonać się sami.

„Zmysłowe i dowcipne romanse historyczne Sabriny Jeffries stale goszczą na amerykańskich listach bestsellerów, mają też już wiele wielbicielek w Polsce. Autorka nie tylko jest wielbicielką Jane Austin, ale posiadaczką doktoratu z literatury angielskiej, doskonale więc zna świat XIX-wiecznej Anglii, w której salonach umieszcza akcję swoich książek. Bohaterki jej powieści są zwykle pełne pasji, niezależne i nie podporządkowują się konwenansom, a gdy spotkają prawdziwą miłość, odważnie decydują się poznać jej smak.”

„Czego pragnie mężczyzna” to pierwszy tom cyklu Książęcy detektywi. Na całe szczęście posiadam wszystkie części i niebawem będę mogła je przeczytać. Twórczość Sabriny Jeffries poznałam już jakiś czas temu i muszę przyznać, że każdy jej romans historyczny bardzo mi się podobał. Każda z jej książek jest bardzo ciekawa, ciągle coś się w nich dzieje, pojawiają się intrygi, tajemnice no i oczywiście gorące i namiętne romanse między bohaterami. Oczywiście to samo tyczy się tej powieści, gdyż autorka stworzyła naprawdę bardzo ciekawą fabułę, w której wątek miłosny miesza się z wątkiem detektywistycznym. I choć możemy się domyślić, jak zakończy się znajomość Lisette i Maxymiliana, to w wątku z braćmi obojga bohaterów autorka sporo namieszała i prawie do samego końca nie wiadomo, jak wszystko się potoczy.

W książce naprawdę sporo się dzieje, więc nie ma czasu na nudę. Jest ognisty romans, jest tajemnicze zaginięcie, porwanie sprzed lat i pojawiają się rodzinne tajemnice. Bohaterowie zostali bardzo dobrze wykreowani i choć na pierwszy rzut oka wydaje się, że Lisette i Maxa wiele dzieli i że różnią się od siebie diametralnie, to im bardziej ich poznawałam, zmieniałam zdanie, gdyż oboje okazali się do siebie bardzo podobni, a status społeczny w ich relacji stał się nieważny. Bardzo ich polubiłam i myślę, że z Wami będzie podobnie.

Jeżeli lubicie romanse historyczne, to zachęcam Was do poznania twórczości Sabriny Jeffries. Ja uwielbiam jej książki i czasami mam wrażenie, że czytają się one same, gdyż to lektury na godzinę lub dwie. Dobrze, że mam pod ręką kolejne tomy, gdyż teraz kolej na trzech przystojniaków i jestem przekonana, że i z nimi nie będę się nudziła.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bis.